Print this page

Śpiewać każdy może, a nawet powinien

Academia

2019-06-12

– Badania pokazują, że śpiewanie poprawia u dzieci iloraz inteligencji, koncentrację, nastrój, może otwierać człowieka na przekazywanie emocji, jest treningiem w pokonywaniu barier" – mówi dr hab. Sielska-Badurek z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, zwyciężczyni polskiej edycji konkursu FameLab. I dodaje, że ma też związek z odpornością organizmu: – Dzieci, które śpiewają, mniej chorują – mówi. Jej zdaniem śpiewanie czy muzykowanie może pomóc osobom w każdym wieku

 

– Śpiewanie jest jak aktywność sportowa. Podczas niego uaktywnia się cały organizm: musimy głębiej oddychać, nabierać więcej powietrza do płuc, angażować dużą grupę mięśni – opowiada. Przypomina, że kiedy podejmujemy aktywność sportową, następuje wzrost endorfin, znanych jako hormony szczęścia. – Podobnie jest ze śpiewem – mówi foniatra.

 

Dr hab. Sielska-Badurek w swoich badaniach zajmuje się zaburzeniami emisji głosu w śpiewie. Zgłaszają się więc do niej m.in. wokaliści lub osoby chcące śpiewać. Badaczka opowiada, że zaburzenia emisji głosu w mowie i w śpiewie nie muszą współwystępować. Osoby, które mają więc zaburzenia emisji głosu podczas mówienia, wcale nie muszą tych zaburzeń mieć i podczas śpiewania. I odwrotnie.

 

– Tylko 50 proc. wokalistów jest w stanie prawidłowo tworzyć głos w mowie, a 40 proc. prawidłowo tworzyć głos w śpiewie – podsumowuje wyniki badaczka. Jak dodaje, zaburzenia związane z emisją głosu w 60 proc. przypadków związane są z zaburzeniami czynnościowymi – nieprawidłowość pojawia się w trakcie tworzenia głosu; a w 40 proc. przypadkach ma to związek z nieprawidłowościami organicznymi – np. nieprawidłowościami w obrębie krtani czy na fałdach głosowych (potocznie: strunach głosowych).

 

Pytana o proste porady o to, jak poprawić technikę emisji głosu w śpiewie, badaczka mówi: – podstawowym błędem, jaki ludzie popełniają, jest oddychanie nieprawidłowym torem oddechowym. W czasie prawidłowego wdechu powinny się rozszerzać i klatka piersiowa, i powłoki brzuszne – opowiada. Dodaje jednak, że u części osób prawidłowe oddychanie jest niemożliwe w związku z niewłaściwą postawą ciała.

 

Wyjaśnia, że często u pacjentów spotyka nieprawidłowo ustawioną miednicę i nadmiernie uwypukloną lordozę lędźwiową. – A to sprawia, że trudno uzyskać komponentę piersiową toru oddechowego i napięte są mięśnie brzucha. A wtedy często oddychamy nieprawidłowo: albo przednią ścianą brzucha, albo szczytami płuc – opowiada. – kolejnym elementem postawy, który utrudniać może śpiewanie, jest nadmierna lordoza szyjna głowa wysunięta do przodu powoduje napięcia w obrębie szyi, ale i napięcia w obrębie żuchwy – tłumaczy foniatra.

 

Innym niekorzystnym czynnikiem jest permanentny stres. – W momencie zagrożenia przygotowujemy głos, by brzmiał brzydko, krzykliwie, bo taki dźwięk miał odstraszać wrogów. A dziś wiele osób funkcjonuje w stresie, co ma związek z napięciem w obrębie mięśni narządu artykulacji i mięśni okołokrtaniowych. Pierwszy etap radzenia sobie z zaburzeniami, to uświadomienie sobie, że te zbyt duże napięcia istnieją – mówi badaczka.

 

W ćwiczeniu prawidłowych technik śpiewu badaczka poleca technikę lax vox. – Silikonową rurkę o średnicy 1 cm i długości 33 cm wkłada się do butelki z wodą. Wylot rurki powinien znajdować się 1 cm pod powierzchnią wody. Wtedy należy zacząć dmuchać w rurkę i puszczać bąbelki. To aktywuje wszystkie mięśnie traktu głosowego i wymusza prawidłowy oddech – opisuje tę metodę naukowczyni. – Mamy różne techniki śpiewu. Jeszcze 30 lat temu w czasopismach naukowych o głosie pisano, że techniki śpiewu popularnego takie np. jak belting – wykonywanie muzyki musicalowej – albo growling – charakterystyczny dla muzyki rockowej – są bardzo niezdrowe dla głosu. Dopiero teraz badamy wokalistów i widzimy, że jeśli ktoś ma odpowiednią technikę, to takie śpiewanie wcale nie musi szkodzić. Ciągle się tego uczymy! – podsumowuje foniatra.

 

W ramach doktoratu badaczka szukała metod poprawy emisji głosu w śpiewie. Uświadomiła sobie jednak, że nawet jeśli takie metody znajdzie, to nie będzie obiektywnego sposobu, by sprawdzić, czy są skuteczne i jak bardzo pacjentowi pomogły. Nie było bowiem usystematyzowanych narzędzi, które pozwalałby diagnozować zaburzenia głosu w śpiewie. – Jestem jedną z pierwszych osób na świecie, które szukają narzędzi do oceny jakości głosu w śpiewie. A to duża nisza – mówi badaczka.

 

Dzięki pracom dr Sielskiej-Badurek udało się zebrać i usystematyzować całą wiedzę, jak postępować z pacjentami i jak mierzyć skuteczność terapii zaburzeń głosu w śpiewie.

 

Jednym z etapów badania zaproponowanego przez badaczkę z WUM jest kwestionariusz, w którym pacjent odpowiada na pytania dotyczące problemów, jakich doświadcza w śpiewie. Kolejnym etapem jest badanie palpacyjne – lekarz poprzez dotyk ocenia funkcjonowanie narządów współuczestniczących w tworzeniu głosu w śpiewie – dotyka okolicy podżuchwowej (pośrednio oceniając napięcie języka), bocznych ścian gardła, bada napięcia mięśniowe, powłoki brzuszne, ruchomość klatki piersiowej.

 

Kolejna część badania to ocena percepcyjna jakości głosu – foniatra słucha śpiewu i mowy pacjenta. Może wtedy sprawdzić, czy w śpiewie jest powietrze, chrypka, szorstkość albo np. czy głos jest osłabiony.

 

Elementem takiej całościowej diagnozy jest też badanie wideostroboskopowe. Migając na fałdy głosowe światłem o określonej częstotliwości lekarz jest w stanie „oszukać swój wzrok” i zarejestrować, co dzieje się z fałdami głosowymi drgającymi kilkaset razy na sekundę podczas śpiewu i czy ich działanie jest prawidłowe.

 

– Dotąd ktoś przychodził do pedagoga śpiewu czy logopedy, śpiewał, a specjalista oceniał na słuch, że np. coś według niego dzieje się w krtani i odsyłał do lekarza. Lekarz zaglądał do krtani najczęściej przy pomocy lusterka krtaniowego i mówił, że nie widzi żadnych patologii w obrębie krtani. Osoba wracała do pedagoga śpiewu i poszukiwanie źródła nieprawidłowości trwało dalej, a zaburzenie (najczęściej o podłożu czynnościowym – co wiemy z dzisiejszych badań) się pogłębiało, aż np. w konsekwencji pojawiły się guzki głosowe czy polipy. Jako lekarze często więc czekaliśmy do momentu, aż będzie kontuzja i dopiero ją zaczynaliśmy leczyć. Dzięki protokołom, które zaproponowałam, mamy możliwość, żeby wyłapywać już czynnościowe zaburzenia śpiewu i zapobiegać temu, by się nie pogłębiały – mówi badaczka. U sporej części przypadków można więc udoskonalić technikę śpiewu tak, by czynności wykonywane były prawidłowo.

 

 

  © PAP – Nauka w Polsce, Ludwika Tomala/ ekr/
Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

 

 

 

 
 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Oceń artykuł
(0 głosujących)